Ciechocinek – MIASTO ZDROWIA – Balneologia

Ciechocinek

Moda na leczenie wodami leczniczymi w Europie rozpoczęła się 200 lat temu. Wiązało się to z intensywnym poszukiwania nowych źródeł takich wód, które stały się całkiem dochodowym interesem i jednocześnie natrafiano na wody o mniejszej zawartości minerałów – wody mineralne. Przypisywano im zawsze niebywałe właściwości zdrowotne.

Wszystkie związki chemiczne zbudowane są z prostych pierwiastków, które w swoim czasie poukładał w swojej słynnej tablicy rosyjski uczony Mendelejew. I niektóre z tych pierwiastków (a nie minerałów) są nam potrzebne do życia i dlatego mówi się o nich „pierwiastki życia”. Związek tych pierwiastków z minerałami jest bardzo prosty – niektóre sole (sole mineralne) rozpuszczają się i rozkładają w wodzie. Taka woda jest wówczas źródłem pierwiastków życia i mówi się o niej woda mineralna.

Dzisiejsza geologia wymienia ponad 2500 różnych minerałów, a zespoły minerałów, występujące w skorupie ziemskiej, w większych masach tworzą skały. Minerały posiadają różną budowę chemiczną i część z nich, będąca solami, nazywana jest często solami mineralnymi.

W czasach, kiedy rodziła się moda na wody lecznicze i mineralne, medycy wiedzieli tylko o kilku pierwiastkach, które miały służyć naszemu zdrowiu. A dokładniej – nie mówili wcale o tych pierwiastkach, tylko skupiali się na solach, które stanowiły ich źródło. I tak oto reklamowano wody szczawianowe, siarczanowe, rodanowe itd.

A jak jest dzisiaj? Dzisiejsza nauka wymienia już 31 pierwiastków życia, które posiadają przeróżne funkcje w ludzkim organizmie i bez których życie w zdrowiu jest niemożliwe. Pierwiastki te dzieli się zależnie od ich dziennego zapotrzebowania oraz ich udziału wagowego w naszych organizmach na makro- i mikroelementy. Do makroelementów zalicza się wapń, fosfor, sód, potas, magnez, siarkę i chlor. Dopiero niedawno zbadano i udowodniono zapotrzebowanie na brom i stront. Stwierdza się również stałą obecność mikroelementów rubid, antymon, tellur, tytan, german i bar.

W ciągu ostatnich lat definicja wód mineralnych uległa zmianie. Dwie kolejne normy (1990 i 1997 rok) wyraźnie zmniejszyły wymagania odnośnie ich składu mineralogicznego oraz czystości.

Ciechocinek – stolica polskiej balneologii

Wiedza na temat pierwiastków życia zmienia się z każdym rokiem. Zatem stare dogmaty – ile?, jakich?, jakiego pochodzenia pierwiastki? – potrzebne są naszemu organizmowi, należy zweryfikować. Jak to dobrze, że wśród nauk medycznych pojawiła się samodzielna dyscyplina – balneologia, która, posługując się własnymi odrębnymi metodami, potrafi, także w kwestii wód mineralnych, zabrać głos rozsądku. Ojcami polskiej balneologii byli Józef Dietl i Jan Żniniewicz. Dziś, konfrontacyjna z typowo farmakologiczną medycyną balneologia, stawia na trwałe efekty leczenia, pobudzając funkcjonowanie wielu układów fizjologicznych człowieka, czyli niejako działając na cały organizm. Nie jest to działanie tak spektakularne, jak w przypadku zaordynowania np. chemioterapii, lecz niweluje efekty skutków ubocznych, za które „płaci się”, podejmując metody leczenia inne niż uzdrowiskowe. To, że balneologia jest dziś prawdziwie trendy, nie wynika z jej „promocji”, lecz jest skutkiem wielu dekad pracy doświadczalnej wybitnych praktyków. Współczesna polska balneologia ma swojego lidera: prof. dr hab. Irena Ponikowska jest dla Collegium Medicum UMK w Toruniu prawdziwym autorytetem. W Uzdrowiskowym Szpitalu Klinicznym w Ciechocinku (Dom Zdrojowy) mieści się baza naukowo-dydaktyczna zarządzanej przez nią Katedry i Zakładu Balneologii i Medycyny Fizykalnej. Profesor Ponikowska, będąc przykładem skuteczności jako balneolog oraz rozpoznawalności, rozsławia siłą swojego mistrzostwa polskie uzdrowiska na świecie.

Ciechocinek

Ile pić, jaką wodę pić?

Ponieważ balneologiczny wątek pojawił się w związku z tym, co tyczy przeciętnego śmiertelnika, skazanego na masowy atak propagandy medialnej w kwestii także i picia wód mineralnych, warto posłuchać specjalistów – balneologów, nie zaś dystrybutorów produktu. Ci, przed podjęciem kuracyjnej diagnozy, ustalą konieczność (lub nie) picia wody i jej dawkowania. Ale dobrze jest też samemu krytycznie przyjrzeć się składowi wód mineralnych, który, wyłączając pijalnie wód leczniczych (tu najlepiej powodować się sugestią lekarza), można zawsze odczytać na etykietkach butelek służących do ich transportu i przechowywania. Bo wprawdzie, zgodnie z normą, producent wody mineralnej ma obowiązek podać na etykietce ilość poszczególnych pierwiastków życia, ale nie ma obowiązku podawać zawartości innych związków (w tym chorobotwórczych), które są w niej prawnie dopuszczone.

Łatwo zauważymy, że we wszystkich wodach mineralnych pojawiają się najczęściej tylko 4 pierwiastki życia i niemal zawsze te same: wapń, sód, potas i magnez. Ale czy kiedykolwiek i gdziekolwiek brakowało nam wapnia? Czy rzeczywiście musimy szukać wapnia w wodzie, skoro mamy go pod dostatkiem w każdym pożywieniu? A sód? Tego pierwiastka potrzebujemy jeszcze więcej, bowiem 2 000 mg dziennie. I wcale nie cierpimy na jego brak w pożywieniu, wręcz przeciwnie, badania lekarzy i specjalistów żywienia dowodzą, że chorobą współczesnych czasów jest wyraźne przedawkowanie sodu w naszej codziennej diecie. W Polsce zjada się statystycznie 5 razy więcej sodu niż potrzeba, czyli 10 000 mg dziennie. W jednym litrze wody mineralnej mamy średnio nie więcej niż 10 mg tegoż pierwiastka. Podobna sytuacja jest z potasem. Również jego dzienne zapotrzebowanie jest niemałe, bo 3 000 mg. I wcale nie brakuje go w pożywieniu, bo gdyby tak było, to już dawno cierpielibyśmy z tego powodu. I gdyby go brakowało, to te 10 mg w litrze wody mineralnej też niewiele by nam pomogło. Z kolei namagnezowanie wód mineralnych jest w istocie niemałe, ale to wciąż nie zaspokaja pełnego zapotrzebowania na magnez. Ten pierwiastek odpowiada za uczucie dobrego samopoczucia. Gdy go brakuje, organizm zdaje się być zmęczony, osowiały, a i głowa boleśnie przypomina o sobie. Ale takie objawy mogą być przyczyną zupełnie innych zaburzeń, nie tylko braku magnezu.

A co z innymi pierwiastkami życia? Czy one także występują w butelkach z wodą mineralną?

Otóż, jak mówią specjaliści, woda mineralna ich nie zawiera. I dobrze! Bo gdyby tam były, „nałogowcy” bardzo łatwo przedawkowaliby. Nie byłyby już pierwiastkami życia, lecz trucizną. Naturalnym źródłem wszystkich pierwiastków życia było zawsze i jest nadal pożywienie. Jeśli źródłem jakichkolwiek pierwiastków są warzywa lub owoce, to nie ma nigdy groźby ich przedawkowania, bowiem warzywo czy owoc nie może mieć go więcej niż potrzebuje. No, chyba że mamy nieposkromiony apetyt! Inaczej jest z wodą. Woda, najlepszy rozpuszczalnik jaki znamy, rozpuszcza szybko i łatwo wszystko, co się da. I jeśli natrafi na łatwo rozpuszczalny minerał, to bardzo łatwo może dojść do takiego stężenia, że woda stanie się niezdrowa, wręcz niebezpieczna.

Współczesne dylematy

Człowiek od zarania dziejów pił z wód powierzchniowych (rzeki i jeziora) oraz gruntowych (ze studni, które rzadko przekraczały 20 m głębokości). Również takie wody zawierają pewne ilości soli mineralnych, które dają nam dokładnie te same pierwiastki, które wymienialiśmy wcześniej. Ale ilość tych pierwiastków jest za każdym razem różna i zależy od tego, z jaką skałą spotyka się zupełnie czysta woda deszczowa (a przynajmniej była czysta przez minione miliony lat, gdy nie było jeszcze przemysłu i chemii).

Nigdy dotąd, nigdzie na ziemi nie było problemu braku soli mineralnych w pożywieniu, bowiem problem ten został sztucznie stworzony. Można przypuszczać, że to przemysł wód leczniczych i mineralnych stworzył w tym temacie przez minione dwa wieki tak olbrzymią kampanię, iż konsumentów ogarnął lęk przed niedomineralizowaniem. A przecież na globie ziemskim nie brakuje miejsc, w których woda nie zawiera żadnych minerałów. Przykładem może być Morskie Oko w Tatrach, osadzone na skałach granitowych, które się nie rozpuszczają w ogóle; wodę jeziora można porównać z destylowaną, a przecież jest zdatna do picia. Innym dobrym przykładem jest woda-destylat, którą pije plemię Hunzów, żyjące w Himalajach. Fascynacja tym plemieniem bierze się stąd, że średnia życia tych ludzi przekracza 100 lat! Rzeczywiście woda, którą piją Hunzowie, nie zawiera żadnych minerałów. Nie zawiera, bo spływa z topniejących lodowców, a jedynym podłożem są dla niej nierozpuszczalne bazalty. Oczywiście nie ma pewności, że to akurat ta czysta woda jest eliksirem na długowieczność Hunzów. Ale jest to dowód, że taka woda nie szkodzi. A Eskimosi? Przecież też piją pozbawioną wszelkich minerałów wodę z lodowców i na dodatek nie mają żadnych warzyw i owoców, które jedzą ludzie na innych szerokościach geograficznych. Okazuje się, że ryby i foki dostarczają im w zupełności potrzebne do życia pierwiastki życia.

Tyle dywagacji, które są poniekąd „łupem” amatora, który wypuścił się na… szerokie wody. Prawdziwe orzecznictwo w tej kwestii należy pozostawić specjalistom. Balneologom zawierzyłabym bez reszty, bo są wśród nich i balneochemicy, i geolodzy.

A że balneologia ma znacznie szersze zainteresowania, niż sprawa wód (leczniczych lub nie), spróbuję pokazać w innych opowieściach, które wypływają z ciechocińskich kontekstów.

Ewa Matyba