Jerozolima pełna kontrastów

Jerozolima

Nieważne, jakiego jesteś wyznania, czy jesteś wierząca, jak gorliwie praktykujesz. Nieważne, czy szukasz tutaj biblijnych czy historycznych odniesień, podążasz za Jezusem czy Mahometem. Może nawet wcale nie pojechałaś tam w celach religijnych, tylko turystycznych. Jedno jest pewne: twój świat się zmieni.

O Ziemi Świętej nie da się napisać trochę. Trochę to można napisać o Syrence Warszawskiej albo o ratuszu w Lesznie, choć i o nich napisano mądre książki. Ziemia Święta to taki zlepek historii, religii, kultur i zwyczajów, że możesz stamtąd wyjechać jeszcze głupsza, niż kiedy tam jechałeś. Bo miałaś w głowie swoje wyobrażenia o tych miejscach, a prawie wszystko było inaczej…

Choćby narodziny Jezusa w Betlejem, które wyobrażałaś sobie od najmłodszych lat. Ile to drewnianych żłóbków widziałaś na świętych obrazkach, ile razy miałaś przed oczyma Maryję i Józefa pochylonych nad dzieciątkiem w stajence, jak często kolędowałaś przy betlejemskiej szopce. Każde dziecko wie, jak wygląda ta stajenka: drewniana szopka, zbity z desek żłóbek. Także w Betlejem możesz kupić takie figurki. Olśnienie przyjdzie, gdy wejdziesz do Groty Narodzenia, i uświadomisz sobie, że to skalna grota, a nie żadna szopka, i że Józef nie był cieślą, tylko kamieniarzem. W wielu miejscach Izraela nie ma drzew, nie ma drewna. Wszechobecny jest kamień. I być może na takiej kamiennej półce złożony został mały Jezus.

Jerozolima

Inaczej też malowałaś sobie Drogę Krzyżową. W Jerozolimie zobaczysz ludzi kroczących nią z krzyżami. Też pójdziesz drogą Męki Pańskiej. Ale próżno szukać tu wyciszenia. Do kolejnych stacji docierasz przez arabski bazar, chcąc nie chcąc chłonąc zapachy orientu. Handel trwa w najlepsze, a zamiast skupienia słyszysz nieustanny zgiełk i zachęty do kupna soku z granatu.

– Nie bądźcie rozczarowani. Tak to wyglądało także w czasach Jezusa. Szedł ulicami żyjącego miasta, mijając kupców i przepychających się przechodniów – słyszymy od przewodnika.

Próbujesz złapać ten klimat. Przy kolejnej stacji ktoś targuje się z Arabami o chustę świętej Weroniki z wizerunkiem Chrystusa w koronie cierniowej. W innym miejscu Via Dolorosa w piknikowej atmosferze rozmawiają uzbrojeni żołnierze izraelscy, przy jeszcze innej stacji… tylko kupa śmieci. Nie tak katolicy wyobrażają sobie te najświętsze miejsca.

Taka jest Jerozolima. Pełna zaskoczeń, kontrastów, zgiełku.

Jerozolima

Ostatnie stacje Drogi Krzyżowej znajdują się w obrębie Bazyliki Grobu. Dotrzeć do miejsca złożenia ciała Jezusa wcale nie jest prosto. W bazylice są tłumy pielgrzymów, korek zatrzymuje cię jeszcze przed drzwiami świątyni. Może chociaż we wnętrzu znajdziesz wyciszenie? Może przy grobie wypowiesz swoją modlitwę? Będziesz miała czas na refleksję? Masz taką nadzieję, bo także po to tu przyjechałaś. Nieważne, czy wierzysz w Nowy Testament, czy nie.

– Nie ulega wątpliwości, że Jezus był postacią historyczną – podkreśla nasz przewodnik.

Jednak w Bazylice Grobu znów zostaniesz brutalnie zaskoczona. Do miejsca złożenia ciała Jezusa stoi okropnie długa kolejka. Patrzysz na zegarek, liczysz, czy zmieścisz się w grafiku, i myślisz, co innego cię ominie. Jest ciasno, duszno, dookoła gwar wielu języków. Porządku pilnują prawosławni mnisi. Trochę się denerwują, próbują uciszyć tłum. Turyści śmieją się, rozmawiają, robią zdjęcia. Kiedy wreszcie odstałaś swoje i jesteś w miejscu złożenia ciała Jezusa, ledwo przyklęknęłaś na jedno kolano, słyszysz w języku angielskim: „Następni! Proszę wychodzić”. Zdążyłam tylko dotknąć kamiennej płyty i trzeba było się wycofać.

Jerozolima

Piętro wyżej druga kolejka doprowadziła mnie na Golgotę. I wcale nie była to kamienna naga góra z moich wyobrażeń. Dwa tysiące lat historii bardzo już zmieniły to miejsce. Golgota to kościół. Pod jednym z ołtarzy, przyklękając pod stołem, możesz dotknąć skały przez otwór wielkości piłki do gry. Za tobą kłębi się kolejka turystów. Masz wrażenie, że przyszli tutaj po to, żeby zrobić sobie selfie przy kolejnym punkcie zwiedzania Ziemi Świętej. Chociaż… skłamałabym. U niektórych widać prawdziwą powagę, a nawet ból…

Klimat tych miejsc zaskakuje, kiedy jesteś tam po raz pierwszy. Refleksje przychodzą później. Dobrze jest chodzić śladami Jezusa, być w domu Świętej Rodziny, zobaczyć miejsca, gdzie Chrystus dorastał, nauczał i działał cuda. Dobrze być w wieczerniku i ogrodzie oliwnym, w którym czuwał w wieczór poprzedzający Jego mękę. I dobrze być w miejscu, gdzie Jezus wstąpił do nieba. Teraz stoi tam skromny meczet, a na podłodze czczony jest kamień z rzekomym śladem stopy Jezusa, odciśniętym w momencie Wniebowstąpienia. Gdzie indziej zobaczysz odcisk stopy Maryi. Tutaj wiele jest śladów, które czczą wierni.

Jerozolima jest świętym miejscem dla trzech religii: judaizmu, chrześcijaństwa i islamu. Obok siebie mieszkają Żydzi, Arabowie i chrześcijanie. Zobaczysz te podziały, nie tylko w wyglądzie i zwyczajach. Zobaczysz prawdziwe zasieki z drutu kolczastego. To przejmujący widok i trudne historie. Kiedy spoglądasz z Góry Oliwnej na Wzgórze Świątynne (to ta najbardziej znana panorama Jerozolimy) – przed tobą złota Kopuła na Skale, czyli świątynia zbudowana w miejscu, w którym Abraham miał złożyć swojego syna w ofierze, i skałą, z której Mahomet wstąpił do nieba. To widok w oddali. A tuż przed twoimi oczyma zwoje kolczastego drutu nad ogromnym płotem, wygradzającym żydowską twierdzę, która dumnie zaznacza swą obecność na palestyńskiej ziemi ogromną izraelską flagą z Gwiazdą Dawida. To historia współczesna…

Jerozolima

Miałam to szczęście, że pierwsza była Ściana Płaczu… fascynujący widok modlących się w skupieniu Żydów. To kawałek muru ich najstarszej świątyni. Między szczeliny ogromnych kamiennych bloków wkłada się listy adresowane prosto do Boga – są tam tysiące małych karteczek spisanych w wielu językach (jeśli ktoś nie może sam złożyć prośby, wysyła tradycyjny list lub e-mail do jerozolimskiego rabinatu, a wówczas jeden z rabinów wypełnia zadanie. Co miesiąc mur jest oczyszczany, a listy z należnym szacunkiem są zakopywane na Górze Oliwnej). Żydzi jakby nieobecni. Modlą się wtuleni w ścianę, nie bacząc na rzesze turystów. Potem pędzą w różnych kierunkach, zawsze się spiesząc. Ortodoksyjni Żydzi uważają, że nie wolno tracić czasu na chodzenie, skoro można go wykorzystać na rozmowę z Bogiem.

Stamtąd idziemy pod Złotą Bramę na Wzgórzu Świątynnym. Tą bramą w Niedzielę Palmową Jezus wjeżdżał na osiołku do Jerozolimy. Kilka dni później stoimy na Górze Oliwnej, z drugiej strony Złotej Bramy, u stóp której rozpościera się ogromny cmentarz – najstarszy, największy i najdroższy cmentarz żydowski na świecie. Za możliwość pochówku tam Żydzi płacą astronomiczne kwoty. Dlaczego? Bo według Żydów, chrześcijan i wyznawców islamu to właśnie tutaj nastąpi Dzień Sądu Ostatecznego i przyjdzie Mesjasz, który przez Złotą Bramę wejdzie do Jerozolimy, a zmarli wstaną z grobów i pójdą za Nim. Kto nie chciałby być pierwszy w gronie zbawionych? Miejsca na Górze Oliwnej jest coraz mniej, a chętnych na pochówki coraz więcej, więc ceny grobów – cytuję za jednym z blogów podróżniczych –sięgają od miliona do półtora miliona dolarów od osoby!

Jerozolima

Żydów modlących się przy grobie Dawida też będę długo pamięć, tak samo jak tych, którzy przemykali uliczkami ortodoksyjnej dzielnicy Mea Shearim za murami starej Jerozolimy. Nadzwyczajny widok! To chyba tak musiały wyglądać przedwojenne uliczki żydowskich dzielnic: skromnie i biednie, gdzie uśmiechnięte dzieci wychodzą ze szkół, a dorośli wczytują się w obwieszenia rozklejane na ulicach. Masz wrażenie, że czas się tutaj zatrzymał jeszcze przed Zagładą. Tu nie dba się o wizerunek domów i ulic. Może tu poczujesz, że ważne jest wewnętrzne życie, nie fasada. Przy wejściu do tej dzielnicy wiszą ogromne bilbordy, na których w języku hebrajskim i angielskim są instrukcje dotyczące zachowania gości, m. in. komunikat dla kobiet i dziewcząt: „Błagamy Cię z całego serca, prosimy, nie przechodź przez naszą dzielnicę w nieskromnym ubraniu. Skromne ubranie to takie: bluzka pod szyję z długimi rękawami, długa spódnica. Żadnych obcisłych, przylegających strojów! Prosimy, nie rozpraszaj nas przez zakłócanie spokoju naszej dzielnicy, jak też naszej drogi życia, którą sobie obraliśmy jako Żydzi oddani Bogu i Torze”. Tam, na zwykłej ulicy, czuć prawdziwą powagę wiary. Inaczej niż w wielu innych, uświęconych historią miejscach.

Jerozolima

Byliśmy w wielu rejonach Izraela: w domu Maryi i Józefa w Nazarecie, w Kanie Galilejskiej, w twierdzach Heroda, nad Morzem Martwym, jeziorem Galilejskim i rzeką Jordan. Byliśmy przy prastarych grobowcach: Abrahama, Sary, Dawida. Trudno zobaczyć, a nawet opisać wszystko, kiedy wpadasz tam na kilka dni i chcesz „liznąć” wszystkiego. Ale potem ochłoniesz, będziesz drążyła, dociekała i szukała. Bo Izrael intryguje. Zaczepia.

Kinga Zydorowicz