Liban moja druga ojczyzna

Kazimierz Gajowy

Kazimierz Gajowy, orientalista, absolwent Pontificio Istituto di Studi Arabi e Islamici w Rzymie.

Często mówi Pan, że Liban jest Pana drugą ojczyzną. Dlaczego?
Faktycznie tak mówię. Kiedyś napisałem nawet artykuł pod takim tytułem. Moja mama się wtedy bardzo pozłościła, mówiąc że jedyną moją ojczyzną jest Polska. Ale po latach mówiąc „u mnie” mam na myśli Liban i Bejrut.

Kiedy narodziła się taka miłość do Libanu?
W 1983 roku wyjechałem do Izraela. Przez cztery lata byłem studentem teologii w Instytucie Włoskim. Po jego skończeniu w 1987 roku zostałem wysłany do Libanu. Przez pierwsze cztery lata byłem wychowawcą w ośrodku młodzieżowym dla muzułmanów i chrześcijan, gdzie realizowaliśmy program „Wychowanie do pokoju”. Potem powróciłem skończyć studia orientalistyczne we Włoszech. W 1994 roku wróciłem ponownie do Libanu. Do 2006 roku byłem dyrektorem olbrzymiej szkoły zawodowej i technicznej w Libanie. Szkoła miała dać zawód dzieciom ulicy. Od 2007 roku pracuje też jako przewodnik. Jestem przewodnikiem po Ziemi Świętej, Egipcie, Jordanii, Libanu, Turcji do rozpoczęcia wojny również w Syrii. W Libanie spędziłem blisko trzydzieści lat. Trudno się nie zakochać w tym kraju.

Co Pan pragnie przekazać podczas pilotowania? Prócz ogromnej wiedzy teoretycznej ma Pan również ogromne doświadczenie…
Ludzie pragną w większości tego samego – pokoju, poszanowania. Dlatego angażując się w wydarzenia turystyczne pragnę dać coś więcej niż tylko opowiadanie o zabytkach. To podróże do ludzi, do autentycznych zdarzeń. Dlatego często współpracuję ze Stowarzyszeniem Polskich Mediów i wraz z prezesem Markiem Traczykiem przy organizacji wyjazdów studyjnych.

Ma Pan ogromną wiedzę na temat islamu. Czy znając tą religię i kulturą poleca Pan wyjazdy do krajów muzułmańskich?
Podstawą jest wiedza na temat tych krajów. I nie chodzi tu tylko o wiedzę, co warto zobaczyć. Trzeba posiąść wiedzę o sytuacji społeczno – politycznej. W tych krajach religia związana jest nierozerwalnie z prawem. Naprawdę pewnych zachowań w tych krajach się nie przebacza, nawet turyście. W każdym wypadku polecam raczej wyjazdy zorganizowane lub przynajmniej z lokalnymi przewodnikami. Jeśli mnie ktoś pyta czy jest bezpiecznie jechać do Libanu odpowiem – Tak. Ze mną. Spędziłem tam 30 lat. Znam go od podszewki. W Bejrucie można być w jednej dzielnicy bezpiecznym, a tuż obok znajduje się dzielnica, którą lepiej omijać szerokim łukiem. Bezpieczeństwo jest na pierwszym miejscu. Kiedy moja grupa się upiera, a ja wiem , że dany region jest niebezpieczny nigdy ich tam nie zaprowadzę. Mogą się na mnie obrazić – w tym wypadku nie działa zasada „klient nasz pan”. Bezpieczeństwo jest najważniejsze. Liban jest póki co rzadko odwiedzany przez masowego polskiego turystę. Pod względem zabytkowym Liban jest cudowny i ludzie wrażliwi znajdą tu wiele dla siebie.

A co z Egiptem, Tunezją? Te kierunki szczególnie interesują polskich turystów.
Zwiedzanie Egiptu na własną rękę nie miał bym odwagi polecić. Oczywiście, co innego stanowią kurorty. Tu jest w stu procentach bezpiecznie. Te wyjazdy nie niosą ze sobą ryzyka. Z biurem podróży do znanych kurortów można śmiało latać. Co do Tunezji to myślę, że jest bardzo otwarta na zachód. To dobry kraj na podróże. Pamiętajmy tylko o pewnych zasadach i nie zapominajmy, że główną religią jest tam islam.

A jak traktować ostrzeżenia i informacje dla podróżnych zamieszczane na stronach Ministerstwa Spraw Zagranicznych?
Według mnie należy szanować instytucje polskie. Trzeba brać to pod uwagę publikowane informacje. Nie można tego bagatelizować. Oczywiście czasami musimy zachować zwykłą ostrożność. Jeśli jednak komunikat wzywa do opuszczenia kraju to bezwzględnie trzeba się słuchać i szybko opuszczać region. Jeśli jednak jedziemy na wyjazd zorganizowany to trzeba mieć świadomość, że organizatorzy nie narażaliby na niebezpieczeństwo swoich klientów i na bieżąco monitorują wydarzenia społeczno – polityczne.

Rozmawiała Katarzyna Kopeć