Tysiące ludzi ruszyły do Doliny Chochołowskiej

Krokusy

Krokusy zakwitły w Tatrach na przełomie marca i kwietnia. Jak co roku, przyciągnęły tłumy turystów. Czy tym razem udało się uniknąć zniszczenia i zadeptania kwiatów?

Kwitnące wiosną krokusy to jeden z tatrzańskich symboli. Te charakterystyczne, fioletowe kwiaty, przez górali nazywane „tulipankami”, co roku obficie porastają m.in. Polanę Chochołowską. I to właśnie tam ściągają tłumy turystów, którzy chcą podziwiać krokusowe pola i zrobić sobie zdjęcie ze zwiastunami wiosny.

Władze Tatrzańskiego Parku Narodowego podawały, że w ubiegłym roku w pierwszy weekend kwitnięcia krokusów Dolinę Chochołowską odwiedziło około 60 tysięcy osób, co było absolutnym rekordem frekwencji.

Nie wszyscy odwiedzający potrafili się jednak zachować. Wiele osób na krokusach parkowało swoje samochody, deptało po nich czy kładło się wśród nich, aby zrobić lepsze zdjęcie. Dlatego też w tym roku TPN, wspólnie z Gminą Kościelisko, zorganizował akcję „Hokus Krokus”, która miała uświadomić turystom, jak obchodzić się z kwiatami i ochronić je przed zniszczeniem.

Zachęcano także, aby szukać krokusów nie tylko w Dolinie Chochołowskiej, ale również w innych miejscach. Mnóstwo fioletowych kwiatów można bowiem znaleźć także na: Wyżniej Kirze Miętusiej, Polanie Pisanej i Polanie Smytniej w Dolinie Kościeliskiej, na polanie Kalatówki w Dolinie Bystrej, na Drodze pod Reglami, w Zakopanem, Kościelisku, Dzianiszu i Witowie.
Turyści wzajemnie się upominają

Z danych, które Tatrzański Park Narodowy otrzymał od Wspólnoty Leśnej Uprawnionych Ośmiu Wsi, która jest odpowiedzialna za obsługę ruchu turystycznego i sprzedaje bilety do Doliny Chochołowskiej, dowiadujemy się, że 7 kwietnia do doliny weszło około 17 tysięcy osób, a dzień później od 25 do 27 tysięcy. Jest to więc znacznie mniej niż w ubiegłym roku w pierwszy weekend, kiedy kwitły krokusy.

– W ten weekend było też znacznie mniej interwencji niż w pierwszy „weekend krokusowy” w zeszłym roku. Turyści byli bardziej zdyscyplinowani, stosowali się do upomnień i zwracali uwagę sobie nawzajem – mówi nam Paulina Kołodziejska z TPN.

Jej słowa w rozmowie z Gazetą Wyborczą potwierdza Edward Wlazło, komendant Straży Parku. – W sumie udzieliliśmy tylko 50 pouczeń, a jest to prawdziwa kropla w porównaniu z tym, co było w ubiegłym roku. Wtedy tylko jednego dnia udzieliliśmy 1500 upomnień – mówił w sobotę, 7 kwietnia. I dodał, że turyści zachowywali się naprawdę wzorowo. – Wzmożone patrole straży, wspomagane przez przeszkolonych wolontariuszy oraz akcja prowadzona przez przez media i portale społecznościowe spowodowały, że nie mieliśmy zbyt wiele pracy – przyznał w rozmowie z Wyborczą.

Przedstawicielka parku przyznała, że akcja „Hokus Krokus” spotyka się z pozytywnym odbiorem. – Na razie jednak jesteśmy ostrożni w ocenie, czy większy spokój to efekt naszej akcji, czy raczej obaw turystów przed tłokiem, o którym pisały media, a może jeszcze innych czynników – mówi Kołodziejska i dodaje, że na podsumowanie przyjdzie czas dopiero po kolejnym weekendzie.

Mimo wzorowego zachowania większości turystów, zdarzali się tacy, którzy nie zwracali uwagi na krokusy i parkowali na nich, co widać na poniższym filmie i kilku zdjęciach zamieszczonych w naszej galerii. Biorąc jednak pod uwagę słowa komendanta, można mieć nadzieję, że był to niewielki odsetek.

Pracownicy TPN przewidują, że w przyszły weekend krokusy powinny jeszcze zachwycać. I mają nadzieję, że kolejne podsumowanie poweekendowe będzie równie pozytywne.

źródło: podroze.gazeta.pl
foto: Shutterstock