W ojczyźnie pieniądza

Liban monetaStarożytna Fenicja jest ojczyzną pieniądza i alfabetu. Dwa kluczowe wynalazki wielkiej cywilizacji, które niezmiennie towarzyszą ludzkości do dnia dzisiejszego.

Źródłem bogactwa Fenicji był handel, z którego największe miasta wybrzeża Morza Śródziemnego: Tyr, Sydon i Byblos czerpały zawrotne zyski. Zdaniem historyków to właśnie Byblos, dzisiaj częściej nazywane Jbeil, jest miastem, w którym po raz pierwszy w historii ludzkości bita moneta weszła do użycia w transakcjach handlowych, zastępując przy tym rozliczenia barterowe.

Drahma w świątyni

Przez większość starożytności Fenicja stanowiła centrum handlu i – dzisiaj byśmy powiedzieli – biznesu ówczesnego świata. To drahma z Tyru, która miała idealną wagę 14,5 grama srebra była podstawowym środkiem płatniczym w świątyni jerozolimskiej. Monety bite z wizerunkami pogańskich bogów były mile widziane przez żydowską elitę świątynną, co też mogło stanowić oś konfliktu pomiędzy Sanhedrynem a pewnym rabinem z Nazaretu, który wedle podań ewangelicznych rozgonił kupców i powywracał stragany z przedsionka sanktuarium. Moneta była tak idealnie wyważona i bita, że restrykcyjni wobec symboli pogańskich Żydzi opłacali nią wszelkie administracyjne koszta kultu świątynnego, co oczywiście nie spodobało się reformatorowi religijnemu z Galilei, który nie pojmował nadrzędności pragmatyki ekonomii nad wzniosłymi ideami religijnymi. Tak więc, czy przez fenicką drahmę został uruchomiony cały proces zdarzeń, który zaowocował rewolucją w dziejach ludzkości, jaką było powstanie chrześcijaństwa? Wykluczyć tego nie można.

Szwajcaria Bliskiego Wschodu

Republika Libanu po uzyskaniu niepodległości politycznej i suwerenności gospodarczej w 1943 roku lawirowała pomiędzy funtem brytyjskim, frankiem francuskim i dolarem amerykańskim. W 1963 roku powstał Centralny Bank Libański (Banque de Liban) czerpiący profity z gigantycznego boomu gospodarczego, jaki maleńki śródziemnomorski kraj przeżywał. Liban, będący jedyną, chociaż specyficzną demokracją w świecie arabskim z liberalną prasą i obyczajami, stał się główną lokatą petrodolarów znad Zatoki Perskiej i Półwyspu Arabskiego. To wytworzyło specyficzne zapotrzebowanie na usługi (do dziś 90% libańskiego PKB to usługi), z których kraj i mieszkańcy czerpali profity, stając się niejako

„Szwajcarią Bliskiego Wschodu”, albowiem bogactwo materialne, poziom życia jak i klimat w centralnej części kraju przypominał europejski pierwowzór.

Przywiązanie do dolara

Do wybuchu wojny domowej w 1975 roku waluta libańska (nazywana funtem, chociaż w Libanie mówi się lir) miała stabilny kurs wobec dolara. 3000 lirów/funtów to był 1 dolar. Faktyczny rozpad kraju w wyniku wewnętrznej anarchii i interwencji amerykańskiej, francuskiej, izraelskiej, irańskiej i syryjskiej osłabił libańską walutę względem dolara, a od 1992 roku ponownie utrzymuje się stały kurs w relacji 1500 lirów/funtów to 1 dolar. Dzięki stabilności waluty i jej relacji wobec dolara, Liban de facto jest krajem dwuwalutowym. Zarówno płatności detaliczne i hurtowe można uiszczać w jednej z wybranej walut. W bankomatach również można wybierać, którą walutę chcę się otrzymać, a w sklepach resztę wydają w wybranych przez siebie pieniądzach. Przywiązanie do dolara w Libanie wydaję się być stałe. Zarówno w telewizji libańskiej jak i w innych ogłoszeniach reklamowych ceny produktów podawane są w dolarach. Zdaję się, że w Libanie nie ma wielkiego zaufania do euro jako waluty. Stały kurs libańskiej waluty powoduje to, że na wojaże libańskie najlepiej zabierać ze sobą tylko amerykańską walutę.

Libańczycy, niezależnie od zawodu jaki wykonują, umieją zarządzać zarówno własnymi jak i firmowymi finansami. Nauczeni wojennym doświadczeniem, swoje oszczędności lokują po połowie w lirach libańskich i w dolarach USA. Dlatego mogą spać spokojnie, bo to co ewentualnie stracą w jednej, to tyle samo zyskują w drugiej walucie.

Kazimierz Jan Gajowy, Pawel Rakowski
foto: Treasury Vault