Widmo zadłużenia i wymuszone certyfikaty, czyli sezon czas zacząć

Biura podróży pod lawiną długów

Rozpoczyna się sezon turystyczny a to zwykle oznacza początek sezonu na straszenie problemami finansowymi branży turystycznej, w tym biur podróży. Zbieg okoliczności czy celowy zabieg?

W jednej z agencji pojawił się artykuł z wypowiedziami przedstawiciela ERIF BIG SA, w którym biura podróży przedstawione są w bardzo złym świetle. Z tezą o fatalnej kondycji biur turystycznych polemizuje komentator na portalu TUR-INFO.pl.

W Polsce mamy obecnie 316 zadłużonych biur podróży, które mają problemy finansowe. Jest to nieco mniejsza liczba niż przed rokiem, kiedy mieliśmy informację o 390 biurach podróży z problemami finansowymi. Niemniej jednak, patrząc z perspektywy lat, ta liczba rośnie – mówi Jarosław Furmaniak, kierownik zespołu ds. rozwoju produktów operacyjnych z ERIF BIG SA.

316 zadłużonych biur, to dużo czy mało? Na pierwszy rzut oka wygląda że sporo. Nikt jednak nie tłumaczy, czy to chodzi o organizatorów turystyki, czy agentów, czy też łącznie jednych i drugich. W prowadzonym przez Turystyczny Fundusz Gwarancyjny rejestrze organizatorów turystyki i podmiotów ułatwiających nabywanie powiązanych usług turystycznych, znajduje się aktualnie ponad 4500 podmiotów. Jeśli w danych podawanych przez biuro informacji gospodarczej, są także agenci (których też będzie w sumie sporo), to procentowy wskaźnik zadłużonych biur jeszcze spadnie. Oczywiście lepiej żeby ich nie było wcale.

Statystyki biura informacji gospodarczej ERIF pokazują, że na początku maja br. łączne zadłużenie biur podróży wyniosło ponad 4,7 mln zł. To o 4 proc. więcej niż w ubiegłym roku (4,5 mln zł). Od 2016 roku – kiedy w bazie ERIF BIG były dane o 255 biurach podróży posiadających długi – liczba zadłużonych podmiotów znacząco wzrosła.

Znacząco – czyli o 61. Warto podkreślić, że zwłaszcza po wejściu w życie nowej ustawy o imprezach turystycznych, wzrosła ogólna liczba podmiotów wpisanych do ewidencji. Półtora roku temu, w CEOTiPT znajdowało się około 3800, obecnie, w nowej ewidencji, jest ich ponad 4500. Siłą rzeczy, wraz ze wzrostem ogólnej liczby podmiotów, wzrośnie także liczba tych zadłużonych.

Konsumenci nie powinni do końca czuć się bezpiecznie i przy wyborze touroperatora powinni sprawdzać m.in. jego sytuację płatniczą. Każda informacja o niezapłaconych w terminie zobowiązaniach, którą można znaleźć w rejestrach BIG-ów, może być dla każdego klienta sygnałem ostrzegawczym, że touroperator może mieć większe kłopoty finansowe. W sytuacji, gdy na miejscu wypoczynku okaże się, że biuro ogłosiło upadłość, możemy mieć problem z powrotem do kraju – można dalej przeczytać w tekście.

W przypadku upadku organizatora turystyki, powrót klientów do kraju jest pokrywany z jego zabezpieczenia finansowego, a jeśli okaże się ono niewystarczające to z Turystycznego Funduszu Gwarancyjnego. Klienci biur podróży nie muszą się więc obawiać, że w przypadku bankructwa organizatora, będą musieli sami sobie załatwiać powrót.

Haracz za rzetelność

Rok temu na portalu na naszych łamach pisaliśmy o innym sposobie wywierania presji na biura turystyczne. Temat presji czy wręcz szantażu pozostaje aktualny i w tym roku.

„Krajowy Rejestr Długów (KRD) wyprodukował dla korzyści własnych raport o tzw. zadłużeniu biur podróży. Zamierzonym celem takich działań, ostrzegających przed rzekomymi problemami biur podróży, jest zwiększenie zainteresowania opinii publicznej oraz, dzięki tej formie zastraszania, zwiększenie obrotów firmy wydającej certyfikaty rzetelności. Czy to przypadek, że KRD i Rzetelna Firma mieszczą się pod tym samym adresem i mają „wspólnego” wiceprezesa?

Tuż przed nachodzącym sezonem turystycznym po raz kolejny pojawił się na rynku raport o zadłużeniu biur podróży. Ta negatywna kampania medialna to nic innego jak swojego rodzaju forma szantażu i wyłudzenia od biur podróży zamówień na certyfikaty zaświadczające o rzetelności firmy. (…) Biura, nie chcąc stracić klientów, zmuszone są płacić haracz za rzeczony dokument wiarygodności.

Przeciwko takim praktykom zaprotestowała m.in. Polska Izba Turystyki podkreślając, że dane pochodzą od prywatnej firmy, której działalność opiera się na odpłatnym wystawianiu przedsiębiorcom tzw. certyfikatów rzetelności. Akcja wizerunkowa mająca na celu zasianie niepokoju wśród konsumentów jest więc de facto narzędziem sprzedaży.

Tuż po ukazaniu się negatywnych dla branży publikacji zaobserwować można bowiem wzmożoną akcję oferowania biurom podróży certyfikatów mających świadczyć o ich rzetelności.

Ta nieuczciwa akcja sprzedażowa to proceder, który powinien być zakazany prawem.

Z jednej strony KRD działa na podstawie istniejącego prawa, zawłaszczając sobie wyłączność na bycie sumieniem rzetelności, z drugiej jest to działalność gospodarcza nastawiona na zysk.

W raporcie zabrakło choćby wzmianki o tym, że tzw. zadłużenie biur podróży nie wynosi nawet 1%. Przytaczane przez media bez żadnej refleksji nad wiarygodnością pseudoraprotu kwoty, na tle wielomiliardowych obrotów branży turystycznej są niewiarygodne tym bardziej, że niewypłacalności w sektorze usług turystycznych zdarzają się niezmiernie rzadko i są zjawiskiem marginalnym, choć spektakularnym medialnie. Co gorsza, łatwość wpisywania na listę KRD dłużników podważa wiarygodność spółki działającej z jednym celem: wymuszenia nieetycznymi w biznesie metodami wykupywania bezwartościowych certyfikatów rzekomej wiarygodności”.

zobacz także: http://ttg.com.pl/szantaz-to-wspolczesna-metoda-pozyskiwania-platnych-klientow-przez-krd/


IT&CMA