Wybuch wulkanu w Nowej Zelandii – dlaczego doszło do tragedii

Whakaari

9 grudnia wybuchł nowozelandzki wulkan-wyspa Whakaari zwana też Białą Wyspą (White Island), położony ok. 50 kilometrów na północ od dużo większej Wyspy Północnej.

Jest to jedna z większych atrakcji turystycznych tego rejonu, znajdująca się w kompleksie wulkanicznym super wulkanu Taupo. Whakaari charakteryzuje się erupcjami występującymi co kilka lat, zwykle o niewielkiej sile. Na skutek najnowszej zginęło co najmniej kilkanaście osób, drugie tyle zostało rannych, ale liczby nie są ostateczne. Wiele osób zadaje sobie pytania, dlaczego turyści byli na aktywnym wulkanie i czy powinno być dozwolone zwiedzanie takich miejsc?

Na drugie pytanie moja odpowiedź brzmi – tak. Nie widzę powodów, by stosować tutaj zakazy. Każdy powinien mieć prawo wyboru. Doskonale też rozumiem, dlaczego turystów fascynują wulkany. Oferują bardzo egzotyczne krajobrazy, jak z innych planet. Różnokolorowa lawa, często żółta siarka, wydobywające się gazy. W tak niezwykłych miejscach czuć potęgę naszej planety. Aktywne wulkany należą do największych atrakcji.

Sedno tematu tkwi w zupełnie czym innym. W świadomości turystów – gdzie się znajdują i co im może grozić. Na aktywnych i uśpionych wulkanach zawsze trzeba się liczyć z ich wybuchem. Prawdopodobieństwo że nastąpi on w danym momencie, jest małe i bardzo małe. Ale istnieje. Dlatego każdy, kto wybiera się na aktywny wulkan, musi mieć świadomość, że istnieje ryzyko utraty zdrowia lub życia na takiej wycieczce. Bez różnicy czy to jest bardzo aktywny wulkan Stromboli, dużo mniej aktywny Wezuwiusz czy bardzo rzadko wybuchający Ararat. Ryzyko erupcji na każdym z nich jest różne, ale nigdy zerowe.

Jeśli akceptujemy to ryzyko, zwiedzajmy aktywne wulkany, jeśli nie, trzymajmy się od nich z daleka. Z moich obserwacji wynika, że turyści nie zdają sobie sprawy z zagrożeń, często nie są też o nich informowani przez organizatorów wycieczek.

Dlaczego tyle osób zginęło w Nowej Zelandii? Nie tylko dlatego, że w momencie erupcji znajdowała się ich na wyspie znaczna liczba. Wulkan Whakaari ma to do siebie, że z trzech stron otaczają go wysokie ściany krateru, ale z jednej strony ściana została zniszczona. Dzięki temu bardzo łatwo z brzegu wyspy dostać się do wnętrza krateru – nie sprawia to żadnych trudności.

Przebywając na dnie aktywnego krateru, narażamy się na zawsze na największe zagrożenie. Tutaj jest komin wulkaniczny i tutaj erupcja jest najbardziej gwałtowna. Wiem, że pola siarkowe i dymiące fumarole są przepiękne, ale gdy mamy w środku grupę nieprzygotowanych ludzi, bez doświadczenia i świadomości co im grozi, jak się zachować w chwili erupcji – gdy do niej dojdzie – tragedia jest nieunikniona.

Gdyby przebywali oni na skalnym pierścieniu otaczającym krater, ofiar byłoby mniej. Gdyby turyści i organizatorzy zachowali czujność i byli lepiej przygotowani, być może również skala dramatu byłaby mniejsza. Brak doświadczenia wulkanicznego u turystów jest zrozumiała, ale traktowanie pobytu na aktywnym wulkanie jak zwykłej wycieczki – już nie. Zamiast wakacyjnego ubioru, w takich miejscach powinno się posiadać dobrze zamocowany na głowie kask, pod ręką dobrą maskę przeciwgazową i gogle ochronne. Długi rękaw, długie spodnie i przede wszystkim pełne obuwie, najlepiej trekkingowe. Niezwykle cenne jest zawsze rozejrzenie się po okolicy i znajomość drogi ucieczki w razie wybuchu. Wtedy, jeśli znajdujemy się poza epicentrum, mamy dużo większe szanse, by się uratować. Na tzw. przewodników wulkanicznych nie ma co liczyć, zwykle o wulkanach niewiele wiedzą, jedynie znają drogę, jak się na nie dostać.

Każdy musi mieć świadomość, że nauka nadal nie potrafi przewidywać erupcji wulkanicznych i nie wiadomo, czy kiedykolwiek będzie to możliwe. Tylko czasami się to udaje, gdy wulkan da znaki ostrzegawcze. Zwiększenie emisji gazów, wybrzuszenia terenu, pęknięcia, pojawianie się nowych szczelin i otworów. Wartościowe dane dostarczają zainstalowane na wulkanach sejsmografy. Gdy odnotują większą niż zwykle liczbę mikrowstrząsów, coraz silniejszych, może to zwiastować erupcję. Jednak takie zjawiska bez żadnego ostrzeżenia nie są odosobnionymi przypadkami.

Grzegorz Gawlik
foto: Gérard (Wiki)

Grzegorz Gawlik realizuje unikalny eksploracyjno-naukowy PROJEKT 100 WULKANÓW, który w roku 2020 będzie obchodził 15-lecie. Z tej okazji ukaże się przewodnik po wulkanach, który pomoże w bezpiecznym ich zwiedzaniu. Zobacz: www.grzegorzgawlik.pl


ITB Berlin 2020