Wyzwanie: przetrwanie

Krzysztof Danielewicz - wywiad

Pandemia pokazała już, że mieszkańcy miast są całkowicie zdani na strukturę handlu. Gdy ta struktura działa – miasto ma towar, a gdy nadchodzi lockdown, zaczynają się komplikacje z dostępnością. Nie doświadczają tego problemu mieszkańcy wsi, którzy potrafią samodzielnie zadbać o zapasy żywności, gdyż mają swoją ziemię. Zwracamy się z pytaniami do zawodowego żołnierza i ostatnio farmera, dra Krzysztofa Danielewicza, by sprawdzić, czy rolnictwo, to również opcja dla nas?

Rok 2020 był testem wytrzymałości dla firm i rodzin. Jakie nowe umiejętności wysuwają się na pierwszy plan, a o których myśleliśmy, że nam się nie przydadzą?

Pracując zdalnie w domu, czując się bezpiecznie w aucie, czy gotując obiad na płycie ceramicznej – jako mieszkańcy miast nie wszyscy zdajemy sobie sprawę z tego, że jesteśmy całkowicie zależni od dostawców: energii, żywności, usług, lokomocji. Odsuwamy od siebie myśli związane z zagrożeniami, jakie niesie dzisiejszy – pogrążony w konfliktach – świat. Osoby zamieszkujące niewielkie miejscowości, posiadające swój warzywnik, dostęp do lasu, własnego drewna, grzybów leśnych czy jagód czują się bardziej komfortowo. Co warto wiedzieć i zrobić, by być lepiej przygotowanym na nieprzewidywalne czasy?

Żaneta Geltz: Zostałeś nauczycielem akademickim, ale i ogrodnikiem. Po co ten drugi fach?

Dr Krzysztof Danielewicz: Ten drugi fach to wynik potrzeby życiowej. W ostatnich latach coraz trudniej o zakup zdrowej żywności, szczególnie warzyw pozbawionych chemii rolnej. Wzrosła też moja świadomość w zakresie zdrowego żywienia. Myślę, że podróże do takich krajów jak Azerbejdżan, Armenia, Gruzja, Kazachstan czy Kirgistan zmusiły mnie do podjęcia działań w kierunku założenia małej ekofarmy. W krajach, które zwiedzam zastosowanie nawozów, pestycydów czy innej chemii rolnej jest znacznie niższe niż w Polsce. Warzywa i owoce w tych krajach smakują niesamowicie: tego smaku trudno u nas szukać, szczególnie w sklepach. Jestem szczęśliwym posiadaczem dość dużej działki, na której stoi dom oraz rosną setki drzew, które osobiście posadziłem. Kilka lat temu wydzieliłem kawałek ziemi pod warzywa, truskawki i krzewy owocowe. Rok temu obszar ten zwiększyłem dwukrotnie. Udało mi się w tym roku z sukcesem uprawiać m.in. bób, fasolę, groch czy białą kapustę. Oczywiście, takie warzywa jak marchew, ogórki, pietruszka, buraczki czy fasolka szparagowa są już normą. Ważnym czynnikiem jest też ekonomia – po co mam płacić za coś, co mnie truje, skoro mogę mieć to za darmo w najwyższej jakości. Ziemia, na której uprawiam warzywa, nie widziała chemii od co najmniej 20 lat.

Ż.G.: Przetrwałeś wiele działań wojennych i sytuacji zagrażających życiu. Co jest według Ciebie najważniejsze – z perspektywy oficera Wojska Polskiego, ale przede wszystkim człowieka w sytuacji zagrożenia? 

K.D.: Przebywałem w strefie bezpośrednich działań wojennych przez 28 miesięcy i oczywiście w takich okolicznościach zawsze istnieje ryzyko bezpośredniego zagrożenia życia. Na moje szczęście – nie doświadczyłem żadnej szkody. Oto kilka cech i umiejętności, które pozwalają przeżyć trudny czas:

  • wola podjęcia działań, motywacja, własna inicjatywa,
  • świadomość zagrożeń oraz zrozumienie ryzyka,
  • posiadanie hobby, które pozwala rozwijać nowe umiejętności, ale też zwalczyć stres,
  • otwartość na innych ludzi i chęć poznawania nowych środowisk,
  • umiejętność szybkiej adaptacji do nowych warunków,
  • umiejętność współpracy i wymiany,
  • umiejętność uczenia się rzeczy przydatnych w przyszłości, jak na przykład: zbudowanie schronu, znalezienie jadalnej żywności lub wody pitnej.

Ż.G.: Czy istnieje realne ryzyko, że rząd będzie nam reglamentował wodę, gdy zasoby spadną do ryzykownego poziomu?

K.D.: Nie wydaje mi się, aby rząd się tym w ogóle przejmował! Dlaczego? Otóż dlatego, że wszelkie braki w zakresie wody stanowią problem lokalny i na tym szczeblu będzie on rozwiązywany. Rząd polski nie przejmuje się takimi tematami, ponieważ jak większość rządów na świecie nie robi tego, co należy i co daje poczucie bezpieczeństwa w przyszłości nam – ludziom. Rząd skupia się wyłącznie na kwestiach najbliższych wyborów. Problemy z wodą będą ciężarem na barkach władz lokalnych, a więc w wielu przypadkach określone tereny będą opuszczane przez ludność lokalną. To już się dzieje w niektórych rejonach w Polsce – rolnicy rezygnują z produkcji rolnej i idą do pracy, gdyż nie są w stanie planować ani plonów, ani dochodowego gospodarstwa. Dopłaty są niestety zbyt niskie i otrzymanie ich to przeprawa przez biurokratyczne procedury.

Ż.G.: Co jeszcze może wymknąć się spod kontroli obywateli?

K.D.: Trudno przewidzieć dokładnie rozwój sytuacji. Wystarczy sobie przypomnieć, w jaki sposób myśleliśmy 20-25 lat temu. Kto wtedy wyobrażał sobie tak szybki rozwój świata? Jeżeli sytuacja wymknie się spod kontroli, to rząd już niczego nie będzie w stanie kontrolować. W przypadku Polski – wystarczy przyjrzeć się stanowi świadomości społecznej, która nie wygląda zbyt optymistycznie. W przypadku poważnych problemów zostanie rozpętana kampania propagandowa we wszystkich mediach, aby większość społeczeństwa rozumiała i dostrzegała tylko to, co chce dany rząd. Pozostałe głosy osób niepokornych czy bardziej świadomych zostaną zagłuszone. Większy problem mają niektóre kraje afrykańskie, w których maleją zasoby wody pitnej, a dynamicznie przyrasta populacja. Nierealne jest oczekiwanie, że rządy tych państw same sobie z tym poradzą, co przy biernej postawie bogatej części świata – będzie prowadziło do wojen i migracji. Czasami dla odwrócenia uwagi od problemów wewnętrznych w kraju wszczynana jest wojna z zewnętrznym „aktorem”, wówczas społeczeństwo skupia uwagę na bezpośrednim zagrożeniu „tu i teraz”.

Ż.G.: Co jeszcze jest niezbędne dla przetrwania w warunkach skrajnych?

K.D.: W sytuacji upadków całych państw o przeżyciu będzie decydowała już tylko przewaga fizyczna. Sama umiejętność produkcji żywności bez możliwości ich skutecznej obrony – na nic się zda. Pytanie, jak by taki świat miał wyglądać. Gdyby taka sytuacja stanowiła np. wynik wojny z wykorzystaniem broni jądrowej czy chemicznej na dużą skalę, to trudno tu mówić o produkcji żywności czy możliwości przetrwania w dłuższej perspektywie. Myślę, że czarny scenariusz dotknie niektóre miejsca na świecie raczej punktowo.

Brak wody i ciągłe katastrofy ekologiczne będą skutkowały wielkimi migracjami ludności, co przy zamkniętych granicach państwa z całą pewnością spowoduje wojny i lokalne konflikty. Widać to już np. na Sahelu, gdzie ludność pasterska – jak Fulani – zbrojnie ściera się z innymi plemionami, np. Dogonami, prowadzącymi tradycyjne osiadłe rolnictwo. W przypadku braku przewagi fizycznej grupy etniczne mogą wykorzystywać różnego rodzaju grupy zbrojne czy terrorystyczne, co już dzieje się w wielu państwach Afryki, jak Mali, Burkina Faso, Niger czy Nigeria.

Kolejnym problemem, jaki może się wydarzyć, to wojny o wodę. Już w tej chwili widać poważne napięcia pomiędzy Egiptem, Sudanem a Etiopią w kwestii wód Nilu. Egipt jest państwem, którego egzystencja ściśle wiąże się z Nilem. Obecnie Etiopia kończy budowę tamy na Nilu, co ma pozwolić na zabezpieczenie dostaw prądu dla gospodarki, gdzie tylko kilka procent ludności posiada do niego dostęp. Uruchomienie tamy będzie związane z koniecznością napełnienia sztucznego zbiornika, a to z kolei może skutkować ograniczeniem ilości wody w Nilu, która będzie docierała do Egiptu. Egipt już zapowiedział, że wykorzysta wszelkie siły i środki, aby zabezpieczyć odpowiedni poziom wody.

Takich miejsc na świecie jest dużo więcej. Zapotrzebowanie np. na brazylijską wołowinę powoduje wzrost produkcji, którego nie da się zrealizować bez nowych terenów pod hodowlę, które można zdobyć tylko przez wycinanie Amazonii.

Ż.G.: Kim jest wymarzony partner życiowy w przyszłości?

K.D.: Bardzo ciekawe pytanie, ale odpowiedź zależy od tego, kto jej udziela. W moim przypadku biorę pod uwagę kobietę. Zakładając, że coraz trudniej będzie o zdrową żywność, to chyba musiałaby być to kobieta, która niewątpliwie lubi zajmować się ogrodem, ale także ma doskonałą wiedzę na tematy żywieniowe. Tutaj wchodzą w grę również takie kwestie jak dopasowanie diety żywieniowej do danej grupy krwi. Biorąc pod uwagę w przyszłości całkowitą rezygnację z produktów mięsnych, dochodziłyby dodatkowe wyzwania związane z dietą.

Gdybym był kobietą, oczekiwałbym od kandydata na partnera, że będzie potrafił – z myślą o niepewnej przyszłości – między innymi:

  • wytworzyć żywność mając do dyspozycji jedynie nasiona roślin i glebę,
  • upolować zwierzynę przy pomocy prymitywnych narzędzi,
  • znać się na podstawowych materiałach budowlanych i postawić w razie konieczności podstawowe schronienie, jak np. dom z drewna,
  • zabezpieczyć dostęp do wody pitnej, zorganizować staw w celu retencji deszczówki.

Oczywiście, mamy nadzieję, że użycie tych umiejętności nie będzie konieczne i bardziej sprawdzą się takie walory, jak: zaradność gospodarcza (nieuleganie reklamie czy snobizmowi), zaradność finansowa (trzymanie się z daleka od kredytów i popadania w długi), zaradność techniczna (znajomość obsługi podstawowych narzędzi czy naprawy pojazdów), zaradność interpersonalna (współpraca, wsparcie, pokojowe nastawienie, wymiana korzyści z innymi osobami), umiejętność zachowania trzeźwego umysłu w trudnych chwilach, by podjąć najbardziej racjonalne decyzje.

Gdybym był na początku drogi, to od kobiety oczekiwałbym, że:

  • będzie znawczynią ziół, przypraw i roślin uprawnych, jadalnych i niejadalnych, również grzybów,
  • będzie zaradna i oszczędna, daleka od trwonienia zasobów finansowych na zbędne przedmioty,
  • zrobi porządki przy pomocy octu i sody oczyszczonej bez konieczności zaopatrywania się w kolorową, zbędną chemię gospodarczą (szkodliwą dla zdrowia i dla środowiska),
  • potrafiłaby przetworzyć żywność tak, aby zachować ją na porę zimową w formie przetworów, kiszonek,
  • posiadałaby silną osobowość i w trudnym czasie wesprze partnera, zamiast popadać w depresję (przygotowani boją się mniej!).

Trudno podważyć fakt, że mężczyźni są estetami i kierują się specyficznymi dla siebie cechami fizycznymi, kiedy decydują się na kobietę swojego życia. Oczywiście, ulegną przede wszystkim urokowi, ale w obecnym czasie warto wylać na głowę wiadro zimnej wody i pomyśleć o tym, jak nasza potencjalna partnerka zachowa się w sytuacji kryzysowej. Jeśli prognoza wygląda dobrze, to warto mimo wszystko zapewnić partnerce rozwój w kierunku podstawowych umiejętności pozwalających na tzw. survival, aby ciężar ratowania rodziny w sytuacji trudnej nie spoczywał na barkach tylko jednej osoby.

Ż.G.: Co jeszcze warto robić, abyśmy byli lepiej przygotowani na nieprzewidywalną przyszłość?

K.D.: Trudno się przygotować na coś, co jest nieprzewidywalne, ale istnieją kierunki rozwoju świata, które można przyjąć za dość pewne.

Niewątpliwie należy się z całą mocą przeciwstawić zatruwaniu ziemi uprawnej i – co za tym idzie – produktów spożywczych. Ludzie, szczególnie w małych środowiskach lokalnych, powinni się jednoczyć i tworzyć system produkcji i wymiany nasion i zdrowej żywności.

Kilkanaście lat temu, kiedy moja wiedza na te tematy była bardzo ograniczona, miałem okazję zobaczyć bardzo ciekawy materiał filmowy. Otóż film opisywał historię hinduskiego rolnika, który zbierał stare odmiany kukurydzy, a następnie rozdawał innym biednym rolnikom za darmo, pod warunkiem że w kolejnym roku podzielą się zbiorami – tworzył tzw. bank nasion kukurydzy. Jego celem była walka z monopolistą na rynku indyjskim, amerykańską firmą Monsanto, której kukurydza wypierała lokalne odmiany. Rolnicy, nie mając alternatywy, musieli kupować ją co roku, ponieważ zebrana kukurydza nie dawała plonów w kolejnym – była w tym celu specjalnie modyfikowana. System ten całkowicie uzależniał rolników od jednej firmy. Inny ciekawy przykład to rolnik, jeśli dobrze pamiętam, to w Burkina Faso – przez kilkadziesiąt lat wyrywał pustyni teren pod uprawy i lasy. Robił to w bardzo prosty sposób: zbierał odchody zwierząt, zakopywał je w piasku, sadził w tym miejscu drzewo i podlewał. Wszyscy okoliczni mieszkańcy mieli go za osobę chorą psychicznie aż do czasu, gdy zauważyli, że rolnik zaczyna z sukcesem przejmować kontrolę nad coraz większym obszarem pustyni. Obecnie cała społeczność robi to, co wspomniany i wyśmiewany na początku pionier. W perspektywie 20-30 lat rejon pustynny przekształcił się w bardzo duży fragment lasu, który zatrzymuje wilgoć w ziemi i stanowi barierę dla pustyni. Podobnie powinno być w Polsce i innych krajach: każdy fragment nieużywanego terenu należałoby obsadzać lasem. Rezygnacja z mięsa na masową skalę wymusiłaby zmniejszenie produkcji zwierzęcej, co spowodowałoby z kolei ograniczanie wycinki lasów pod pola uprawne czy redukcję metanu, jaki powstaje w wyniku produkcji zwierzęcej, szczególnie bydła.

Ż.G.: Dlaczego przeciętny Polak jest obecnie w opałach?

K.D.: Kolejne bardzo trudne pytanie, na które niełatwo odpowiedzieć, nie narażając się przy tym wielu osobom, ale muszę być zgodny z tym, co myślę. Wymienię tylko najważniejsze.

Po pierwsze, wielu Polaków nieprzerwanie ogląda TV, wierząc, że została ona stworzona, aby ich informować i dawać im rozrywkę. Niestety, może tak było kiedyś, kilka dekad wstecz. Obecnie telewizja służy tylko kształtowaniu poglądów ideologicznych bądź potrzeb zakupowych, a nie temu, czego człowiek rzeczywiście potrzebuje. Polacy zatracili poczucie wolności i prawa do decydowaniu o swojej przyszłości. Dzisiaj już nikt się nie dziwi, że dana opcja polityczna przejmuje kontrolę nad całym społeczeństwem, nie posiadając żadnych kompetencji moralnych i merytorycznych. Nasza demokracja została sprowadzona do sytuacji, kiedy kolejna opcja polityczna, wygrywając wybory, praktycznie sprawuje władzę nad całym społeczeństwem. Obecnie, gdyby nie sektor prywatny, trudno byłoby znaleźć powód do rzetelnej nauki i pracy. Większość stanowisk w sektorze państwowym zależy tylko od bieżącego układu politycznego. Polacy oddali pełnię władzy ludziom beż żadnych kwalifikacji i nawet tego nie dostrzegają. Bogaty świat zachodni wygląda zupełnie inaczej. Należy sobie uzmysłowić, że tylko ludzie niepokorni, przebojowi, z wizją są w stanie popychać sprawy do przodu, zmieniać świat na lepszy i nadawać mu nowe kierunki.

Przeciętny Polak całkowicie oddał swoją przyszłość, swoją wolność, swoją niezależność i prawo do podejmowania decyzji politykom, którzy z zasady dbają tylko o władzę i swoje interesy. Powyższe plus obróbka medialna powodują, że większość ludzi stała się tylko biernym wykonawcą czyjeś kampanii marketingowo-medialnej. Ludzie dzisiaj pragną nie tego, co jest im naprawdę potrzebne, a tego, co przez odpowiednie kampanie medialne zostało zaszczepione w ich umysły.

Ż.G.: Co poradziłbyś głowie rodziny – jako były żołnierz, ale też trener bezpieczeństwa ludzi – co warto zapewnić (na niepewną godzinę)?

K.D.: Co warto zapewnić? Podzieliłbym to, co warto zapewnić na wyposażenie umysłu i na wyposażenie w rzeczy. Pierwsza grupa, to: niezależność w myśleniu i logiczna analiza sytuacji, aktualna wiedza o tym, co dzieje się na świecie, odporność na manipulację, solidne wykształcenie, umiejętności techniczne, interpersonalne i komunikacyjne. Ważna jest też znajomość języków obcych (funkcjonujemy w dobie globalizacji i migracji narodów).

Druga grupa to rzeczy, które warto mieć na czarną godzinę:

  • apteczka zaopatrzona w długoterminowe zapasy (np. bandaże, woda utleniona, nożyczki) na wypadek niespodziewanego ataku,
  • świeczki, zapałki, butla gazowa (na wypadek braku prądu),
  • nasiona podstawowych warzyw i zbóż,
  • podstawowa broń do samoobrony (warto znać też sztuki walki),
  • zestaw sztućców, menażka, naczynie do gotowania (w razie nagłej ucieczki – wszystko powinniśmy mieć w jednym miejscu, np. plecaku wraz z kopiami dokumentów osobistych),
  • żywność, która posiada długi termin ważności w szczelnych opakowaniach, jak np. fasola, groch, cieciorka, migdały, orzechy, daktyle, oliwa, ryż, kasze, np. jaglana, żywność w puszkach, własne kiszonki, przetwory, herbaty, soki, miód, nasiona chia, sezamu, konopi, siemienia lnianego,
  • ciepły koc, zapas drewna na opał (w przypadku dłuższych przerw w dostawie energii w okresach zimy),
  • własne ujęcie wody (studnię) – to warto mieć niezależnie od warunków zewnętrznych.

Zasób można regularnie odnawiać i wzbogacać, ale mając przynajmniej takie minimalne zaplecze, jesteśmy spokojniejsi i czujemy się o krok milowy do przodu wobec reszty, która nie poczyniła żadnych przygotowań na godzinę „zero”. Jako zawodowy żołnierz uważam, że ważne jest też posiadanie chociaż podstawowej umiejętności obsługi broni palnej, gdyż w sytuacji nagłego konfliktu zbrojnego zabraknie czasu na ewentualne, konieczne szkolenie z zakresu obsługi pistoletu czy choćby łuku!

Ż.G.: Czego obawiasz się najbardziej?

K.D.: Najbardziej boję się wyborów dokonywanych przez niewykształcone, nieświadome i zmanipulowane społeczeństwo, które zabiorą szansę na mój rozwój we własnym kraju. Boję się też kiepskich polityków, którzy będą podejmowali decyzje nie według potrzeb całego społeczeństwa, z naciskiem na budowanie przyszłości kolejnych pokoleń, a według decyzji liderów partyjnych czy lobbystów.

Ż.G.: Co nam daje bycie przygotowanym?

K.D.: Przygotowanie daje nam komfort psychiczny, umiejętność przewidywania scenariuszy przyszłości, kierunków rozwoju świata i stwarza zapas czasu, który jest potrzebny na odpowiednią reakcję w przypadku przewidywanych scenariuszy. Stąd moja decyzja o poszerzeniu moich upraw i zmierzanie w kierunku samowystarczalności. Lepiej być przygotowanym na gorsze scenariusze, niż tylko pandemia, która już i tak dała nam wszystkim w kość.


dr Krzysztof Danielewiczdr Krzysztof Danielewicz, płk rez.

Ekspert ds. bezpieczeństwa międzynarodowego, specjalizujący się w Afryce i Azji. Autor prelekcji, procedur i szkoleń z zakresu procedur bezpieczeństwa w szkołach. Były żołnierz zawodowy, uczestnik misji w Afganistanie w 2007, 2008, 2012 r. oraz w Mali w latach 2013–2014.

Wcześniej pełnił służbę w Kwaterze Międzynarodowego Korpusu Północny-Wschód w Szczecinie (2004–2006) oraz Kwaterze Eurokorpusu w Strasburgu (2009–2012). Brał udział w ponad 40 kursach, ćwiczeniach międzynarodowych oraz dyżurach bojowych w kraju i zagranicą, w tym w ramach Sił Odpowiedzi NATO (SON) czy Grup Bojowych Unii Europejskiej (GBUE).

W latach 2016-2018 w ramach projektu finansowanego przez Ministerstwo Edukacji Narodowej „Bezpieczna Szkoła Bezpieczna Przyszłość” przeszkolił ponad 250 szkół na terenie całego kraju z zakresu bezpieczeństwa.

Autor licznych unikatowych rozwiązań w zakresie bezpieczeństwa w placówkach oświatowych, prowadzi praktyczne szkolenia całych zespołów szkół i przedszkoli. Właściciel firmy i portalu internetowego Security in practice.

materiał pochodzi od naszego partnera – Hipoalergiczni