XXVI Kongres Polskiego Towarzystwa Balneologii i Medycyny Fizykalnej

Polskie Towarzystwo Balneologii i Medycyny FizykalnejW kongresie, kierowanym przez prof. dr hab. Irenę Ponikowską, udział wzięło ponad 300 ekspertów i gości z czterech kontynentów: Europy, Azji, Ameryki, Afryki. Podczas 14 sesji naukowych zaprezentowano 97 prac. Przedstawione doniesienia obejmowały pełne spektrum zagadnień związanych ze światową balneologią i medycyną fizykalną. Oprócz zagadnień balneologicznych, fizykoterapii, bioklimatologii, geologii uzdrowiskowej odbyły się bardzo interesujące sesje związane z tematyką wiodącą zjazdu, dotyczącą leczenia balneologicznego osób w wieku podeszłym.

Jak podsumowuje prezes TBiMF dr Jacek Chojnowski, wśród ciekawych i nowatorskich prac należy wymienić prace zespołu rumuńskiego, które dostarczyły niezbitych dowodów działania aerozolu w komorach solnych. Zupełnie nowa tematyka obejmuje zagadnienia przewlekłych chorób zakaźnych, z którymi balneolog spotyka się dość często w uzdrowisku. Sesja geriatryczna wzbudziła największe zainteresowanie uczestników, bowiem nadal niedostateczne jest wykorzystanie potencjału lecznictwa uzdrowiskowego w postępowaniu względem seniorów. Podczas kongresu zaprezentowano I tom Wielkiej Księgi Balneologii, Medycyny Fizykalnej i Uzdrowiskowej pod red. prof. Ireny Ponikowskiej i dr. hab. Jana Wiesława Kochańskiego. Zjazd to nie tylko sesje naukowe. Akcentem tradycyjnym był uroczysty bal balneologa.

Uzdrowiska – problem z wizerunkiem

Grupa ciechocińska zaprezentowała po raz pierwszy w programie kongresowym niepodejmowany dotąd w środowisku balneologów, ale jakże istotny w procesie leczniczym aspekt kompleksowego postrzegania uzdrowiska przez pacjenta. Otóż, jeśli uznać, że uzdrowiska z definicji są „miastami zdrowia”, to dlaczego tak bardzo od tejże definicji odbiegają.

Wyjątkowa lokalizacja uzdrowisk, nasycenie dobroczynnymi czynnikami przyrodoleczniczymi zobowiązują władze samorządowe, radnych miejskich i stałych mieszkańców do dbałości o przypisaną w definicji rangę. Także ośrodki kultury, rekreacji, biura promocji zobowiązane są do innego niż w „zwykłych” miastach planowania, organizowania, priorytetowego ustalania repertuaru usług. Kurorty – miasta zdrowia – to niejako „własność” państwa, marka narodowa.

Niestety, bardzo często w miastach uzdrowiskowych brakuje zrozumienia i porozumienia na szczeblu miasto-podmioty sanatoryjne. W czasie, gdy polskie miasta, te całkiem zwyczajne, ale silne poprzez działania obywatelskie, gdzie inicjatywy oddolne wspierane są przez dobrych samorządowców, starają się skutecznie “przewietrzyć” tkankę miejską z chaosu reklamowego, przestrzennego czy “dzikiego” handlu, hałasu, to w niektórych uzdrowiskach dzieje się akurat na odwrót.

Prelegenci z Ciechocinka wskazali wiele przykładów pozytywnych rozwiązań wprowadzonych przez polskie samorządy. Miasta, w których już udało się skonstruować w porozumieniu z mieszkańcami, przedsiębiorcami, agencjami reklamowymi i konsekwentnie wprowadzić w życie uchwałę krajobrazową, prezentują dziś dumnie architekturę, elegancję, styl. Wzorem jest Opole, a z tym trudnym tematem zmierzył się architekt miejski Zbigniew Bomersbach, z pełnym wsparciem Urzędu Miasta, mieszkańców, mediów. Gdy zniknęły z budynków liczne, szpetne banery, które dotąd ordynarnie zakłócały przekaz, oczom przechodniów ukazał się krajobraz, architektura oraz szyld, czyli poprawnie i proporcjonalnie przedstawiona informacja. – To taki powrót do XIX wieku – reagowali uczestnicy. Rzeczywiście, gdy spojrzeć na stare pocztówki z wizerunkiem dawnych kurortów, widać, jak pięknie i mądrze były projektowane: w poszanowaniu krajobrazu. Były to z założenia miejsca zakładane w harmonii z naturą. Pacjent miał tu leczyć się, odpoczywać, koić nerwy, a jeśli chciał się też zabawić, to przy właściwie dobranej muzyce, sztuce, towarzystwie. Tłok, hałas, smog, bylejakie jedzenie, to efekt pomieszania wartości: czy zależy nam bardziej na pacjencie czy turyście, a już w najgorszym przypadku – na uczestniku masowej imprezy disco polo organizowanej bynajmniej nie dla chorego pacjenta. Czy rozmawiamy szczerze na co dzień o przywróceniu pierwotnej idei zdrojowiska? Pytano nas – ciechocinian – czy sądzimy, że w takim razie takim nieskoordynowanym miastom-uzdrowiskom powino się odebrać ich status, skoro jest “niedobrze”? Ależ nie! Większość kurortów spełnia tzw. ustawowe normy. Ale powinno nam wszystkim zależeć, by w tychże “miastach zdrowia” radni miejscy, mieszkańcy, przedsiębiorcy starali się wyprzedzać inne polskie samorządy, aby to one właśnie były wzorem do naśladowania w naszym kraju. Hipokryzją jest poklepywanie się po plecach i chwalenie za ilość sadzonych kwiatów czy fundowanie kolejnych fontann upiększających miasto, jeśli w ich otoczeniu jest tyle hałasu, smrodu spalin, plastikowych banerów, że przepiękne założenia dywanowe przegrywają w tym “konkurencyjnym” towarzystwie. Przykład Ciechocinka: próby wyłączenia ruchu samochodowego w otoczeniu fontanny Grzybek – naszego inhalatorium i symbolu zdrojowiska – napotykają zawsze na jednoznaczny protest mieszkańców. Dlaczego? Odpowiedzmy sobie na to pytanie wspólnie. Kolejny przykład: jeśli ustawa uzdrowiskowa wyraźnie wskazuje na formy handlu w strefie A, to dlaczego w Ciechocinku ustawa jest martwym prawem w tym zakresie? Wybierzmy się na niedzielny spacer Szlakiem Solankowym przez plac Gdański, ulicę Tężniową oraz Zdrojową (z nazwy). Czy tak ordynarnie zaklejona, pełna aut i straganów powinna prezentować się gościom “perła polskich uzdrowisk”? Kolejnym tematem jest muzyka, która zamiast koić, “dobija” . Atakuje przechodzącego pacjenta na każdym mijanym trotuarze. Dodajmy, że na trotuarze, po którym przejazd wózkiem czy przejście o lasce to karkołomny wyczyn. Prelegenci wskazywali przykłady Kalisza, poznańskich Jeżyc czy Warszawy, gdzie już wprowadzane są zakazy budowania chodników z powszechnie stosowanej kostki. Szlaki komunikacyjne projektowane w trosce o człowieka chorego, niepełnosprawnego, to powinien być priorytet samorządu miasta-uzdrowiska. I o tym należy wreszcie zacząć nie tylko mówić, ale się od władzy lokalnej tych odważnych działań domagać!

Prelegenci zauważyli, że znakomitym przykładem uzdrowiska, które wpisuje się w tendencję “powrotu do przeszłości” i zrozumienia wagi ładu przestrzennego jest właśnie Szczawnica. Choć w centrum miasta brylują jeszcze reklamowe relikty: obklejony supermarket, biuro podróży czy banery nad jezdnią w guście: “Jedzenie na wagę”, już na ulicy Zdrojowej czy Placu Dietla reklam brak, są eleganckie szyldy, wśród których wyraźnie przebija się godnie wyeksponowana informacja o XXVI Międzynarodowym Kongresie Balneologicznym. Zrewitalizowane przez rodzinę Mańkowskich Uzdrowisko wygląda dziś niemal jak za czasów ich dziadka, hrabiego Stadnickiego. Także witacze miejskie, tablice informacyjne to starannie wykonane na drewnianych, ornamentowanych słupach ozdoby tego pienińskiego miasta-uzdrowiska.

XXVI Kongres Polskiego Towarzystwa Balneologii i Medycyny Fizykalnej
Szczawnica, 14-17 września 2017
z udziałem delegacji Uzdrowiska Ciechocinek w sesji menedżerskiej
Temat: Uzdrowiska Polskie – miasta zdrowia – z definicji. A w praktyce?
Prelegenci: Izabela Kowacka: naczelny lekarz uzdrowisk woj. kujawsko-pomorskiego, Mariusz Krupa: członek zarządu PUC S.A., Krzysztof Jarosz: prezes Stowarzyszenia Komisja Zdrojowa, Anetta Michalska: Sanatorium Uzdrowiskowe „Krystynka”
Moderacja: red. Teresa Kudyba

Teresa Kudyba


ASEAN Tourism Forum