Z kronikarskich zapisków

Ciechocinek

Pierwszy był Ciechota

Nim w 1916 roku, po latach starań o zmianę statusu administracyjnego, Ciechocinek stał się miastem, kwitło tu całkiem interesujące życie. Już w 1466 roku miejscowość miała swą nazwę – Czechoczino, Czechoczinek lub Ciechocino. Średniowiecznym zwyczajem było dzierżawcze nazywanie miejsc; tak więc, prawdopodobnie, właścicielem ziemi, gdzie „rozłożyła się” potem osada, był Ciechota. Ponieważ jednak nad Drwęcą była już podobnie brzmiąca nazwa miejscowa, postanowiono wtórnie przemianować ten teren na Ciechocinek. W tej odległej jednak retrospekcji trzeba zaznaczyć, że ciechocińskie ziemie stanowiły wówczas zaledwie zaplecze dla znanego od XI wieku Słońska, w którym pobudowano zamek warowny, komorę celną, a nieco później zainteresowali się nim, z uwagi na samosączące się słone źródła, Krzyżacy. Po upadku zakonu krzyżackiego, w okolicy zamku kasztelańskiego (gdzie dziś położone jest częściowo uzdrowisko), „pokrzyżackimi”, wtedy jeszcze prymitywnymi metodami, ważono tu sól. Musiały minąć  ponad dwa wieki, by metody te okazały się niewystarczalne, a tereny w okolicach Słońska nie dość eksplorowane.

Chętni uszczknąć coś z ciechocińskiego wiana

Dopiero wielkie wydarzenia polityczne stały się prawdziwie sprawcze dla odkrycia potencjału ciechocińskiej ziemi. Gdy po I rozbiorze Polski kopalnie w Bochni i Wieliczce zostały zaanektowane przez Austriaków, zaistniała konieczność szukania nowych złóż soli w obrębie Rzeczpospolitej. Pierwsze wiercenia, zalecone jeszcze przez króla Stanisława Augusta Poniatowskiego, wykonane były na głębokości 190 stóp i dostarczyły solankę o bardzo niskim stopniu stężenia. Zbyt niskim, by z solanki był jakiś pożytek.

Prace poszukiwawcze złóż solanek kontynuowali Prusacy. Badaniami miejscowych źródeł zajął się Aleksander Humboldt, geograf i mineralog. Z kolei marszałek napoleoński Michał Soult, otrzymawszy dobra ziemskie wraz z Ciechocinkiem, zaczął tu prowadzić prawdziwie rabunkową eksploatację źródeł. Gdy ministrem skarbu w rządzie Królestwa Polskiego zostaje Ksawery Drucki-Lubecki, wsparty przez naukowe ekspertyzy Stanisława Staszica, gospodarzenie na tych ziemiach zaczyna przynosić wymierne rezultaty. Z mądrego biznesowego mariażu rychło zbudowane zostaną dwie pierwsze tężnie (1824-33), a trzeci segment nieco później, w 1859 r. Nie udało się jednak wówczas postawić warzelni soli, gdyż budowę przerwał wybuch powstania listopadowego. W miejsce rozpoczętych prac budowlanych wtargnęły wojska carskie, organizując tu szpital polowy, a przy okazji dewastując to, co zostało już przygotowane na poczet warzelni. Szybko jednak udało się zażegnać zniszczenia i jeszcze w 1830 roku warzelnia rozpoczęła produkcję soli.

Wkrótce nastąpiła radykalna zmiana ciechocińskich priorytetów. Uruchomienie warzelni spowodowało, iż rozniosły się wici co do leczniczych zdolności miejsca, kryjącego solankowe złoża i do Ciechocinka zaczęli przybywać chorzy na dolegliwości reumatyczne, choroby kobiece oraz narządów trawienia. Zainstalowanie, z inicjatywy dra Romana Ignatowskiego, czterech miedzianych wanien (beczek) do kąpieli solankowej w lokalnej oberży w 1836 roku, stało się „kamieniem węgielnym” ciechocińskiego uzdrowiska. Rok ten podsumowano wynikiem 120 osób, korzystających z tej solankowej terapii. A było to 180 lat temu!

Modne-niemodne

Taki oto początek może odnotować Zakład Zdrojowy, który pierwotnie istniał przy warzelni, a następnie się usamodzielnił, wchłonął warzelnię i zaczął budować kolejne łazienki, a także pijalnię wód i trzy parki. Pieniądze szczęśliwie spływały z Warszawy, gdzie na mocy Namiestnika Królestwa Kongresowego powołany został Główny Komitet ds. Rozwoju Zdrojowiska Ciechocińskiego. Korzystną koniunkturę wykorzystały wówczas powstające towarzystwa, spółki, osoby prywatne; Ciechocinek zaczyna swą eksplozję mocy, w imponującym tempie stawiając ville, pensjonaty, teatr letni i inne domy użyteczności publicznej dla kuracjuszy. Sławą wśród najbardziej luksusowych obiektów dla wymagających gości cieszył się hotel Müllera. W sukurs za tą rozbudową i rosnącą popularnością miejsca, trzeba było doprowadzić do uzdrowiska linię kolejową. Zbudowanie dworca a następnie połączenie Ciechocinka z magistralą dróg żelaznych nastąpiło na przełomie lat 60. i 70. XIX wieku.

Okres I wojny światowej, mimo uzyskania praw miejskich, to jednak czas stagnacji. Dopiero odzyskanie niepodległości i zarządzanie uzdrowiska przez Polaków, przyspieszyło rozwój Ciechocinka. W 1922 roku powołana została Komisja Zdrojowa, która w następnych latach dwudziestolecia międzywojennego przyczyniła się m.in. do odwiercenia pierwszej solanki ciepliczej, zbudowała Park Zdrowia z basenem termosolankowym, pocztę, halę targową i miejsca do posmakowania lokalnej kuchni. Także takie inwestycje miejskie, jak zbudowanie stacji pomp i filtrów, wpływały na uzyskanie wysokiego standardu, tak ważnego dla kuracjuszy. Ale nie był to okres spodziewanej prosperity. Wynikało to prawdopodobnie z ogólnego trendu – spadła bowiem w ogóle popularność wyjazdu do wód. Niezależnie jednak od mód, zaczyna się w Ciechocinku na dobre rozwijać balneologia, znajdując dla przedmiotu tej nauki oczywiste w tym miejscu argumenty.

Dobrze wciąż pamiętana historia

To, co mogło być impulsem, zostało przerwane wybuchem II wojny światowej. Ciechocinek wprawdzie nie został zniszczony przez okupanta (bo tu znaleźli azyl dygnitarze hitlerowscy a w szpitalu rehabilitowani byli ranni żołnierze niemieccy), ale w czasie odwrotu zdewastowano większość budynków leczniczych, pustosząc je zwłaszcza w zakresie urządzeń przyrodoleczniczych.

Odkąd 21 stycznia 1945 roku Ciechocinek został na nowo przywrócony społeczeństwu polskiemu, rozpoczął się boom budowlany. PRL-owska polityka socjalna gwarantowała fundusz wczasów pracowniczych i inne przywileje, należne pracownikom, jak choćby szpitalne i sanatoryjne reperowanie zdrowia. Do powstających w Ciechocinku molochów (kolejarskich, nauczycielskich, spółdzielczych, wojskowych, telewizyjnych, łącznościowych itp.) zaczęły przyjeżdżać całe rzesze ludzkie, co stopniowo obniżało poziom wymaganej estetyki miejsca, choć wcale nie świadczonych tu usług. Lata 60.-80. są takim właśnie niedobrym doświadczeniem architektonicznych „płytowych koszmarków”, które zatriumfowały w urbanistycznej przestrzeni, nie oszczędzając też Ciechocinka i jego kultowych obiektów sanatoryjnych. Tyle tylko, że od kolejnych dekad zaczęto już oczekiwać innych wzorców, tym bardziej w mieście, którego dorobek mierzy się ilością odwiedzających. Zwornikiem ciechocińskim (historii i teraźniejszości) jest dbałość o kwietne kobierce, o których opowiadano już dawniej, a i teraz opowiadać będą internetowe annały miasta.

Ewa Matyba