Rewolucja w Kazachstanie skończyła się zaraz po rozpoczęciu

Urząd miasta Ałmaty spalony podczas protestów 5-6 stycznia.

Urząd miasta Ałmaty spalony podczas protestów 5-6 stycznia. Fot.: facebook.com/mariya.gordeyeva

Po tygodniu protestów w Kazachstanie, zakończonych pogromami i wprowadzeniem rosyjskiego kontyngentu wojskowego, Kasym-Żomart Tokajew zdołał utrzymać fotel prezydenta. 11 stycznia ogłosił w parlamencie skład nowego rządu i program działań na najbliższy czas.

Kandydatura nowego premiera świadczy o tym, że nie ma mowy o żadnych radykalnych reformach w gospodarce. Został nim Alichan Smailow, były pierwszy wicepremier gabinetu odesłanego do dymisji po rozpoczęciu protestów. Od 1998 r. pracował w administracji byłego prezydenta Nursułtana Nazarbajewa, który rządził Kazachstanem od ponad 30 lat. Następnie pracował jako szef agencji statystycznej, pomocnik Nazarbajewa, minister finansów.

Jeszcze lepiej wygląda skład nowego gabinetu – w 90 proc. składa się on z byłych ministrów i wiceministrów, również odesłanych do dymisji tydzień temu. To właśnie praca nowego-starego gabinetu doprowadziła do tego, że od 5 stycznia we wszystkich regionach Kazachstanu ludzie wyszli na ulice, domagając się poprawy życia i niższych cen, a później przedstawili żądania polityczne: dymisję rządu i parlamentu, przedterminowe wolne wybory i wolność mediów. Trudno uwierzyć, że teraz ci ministrowie wprowadzą reformy, które prezydent obiecał protestującym.

Jednak o reformach politycznych Tokajew w parlamencie nie mówił, obiecując ogłosić ich plan jesienią. A pierwsze kroki nowej polityki gospodarczej bardziej przypominają kość rzuconą psu. Na przykład prezydent nakazał na 6 miesięcy „zamrozić” ceny benzyny, gazu i czynszy mieszkaniowych. Zostanie również wprowadzone pięcioletnie moratorium na podwyżki pensji członków rządu i posłów. Prezydent poinformował również, że Bank Rozwoju Kazachstanu będzie finansował teraz projekty małych i średnich przedsiębiorstw, a nie dużych biznesmenów bliskich władzy, jak to miało miejsce do tej pory.

Koniec epoki Nazarbajewa. Czy będziemy musieli ewakuować Polaków z Kazachstanu?

Finansowanie służby zdrowia, sportu, wsparcie społeczne popłynie z – poza budżetem państwa – Fundacji „Dla narodu Kazachstanu”, którą nakazał założyć prezydent Tokajew. Jak wynika z jego nakazu, fundacja zostanie uzupełniony poprzez „rozkułaczanie” („odtłuszczanie”) oligarchów ściśle związanych z byłym prezydentem Nazarbajewem. „Dzięki pierwszemu prezydentowi w kraju pojawiła się grupa bardzo dochodowych firm i ludzi bogatych nawet według standardów międzynarodowych. Uważam, że nadszedł czas, aby oddać hołd narodowi Kazachstanu i wesprzeć go systemowo” – powiedział prezydent. I dodał, że duże firmy i bogaci biznesmeni będą zobowiązani do corocznego wpłacania na fundację darowizn finansowych. Nie jest jednak jasne, na podstawie jakiego aktu prawnego. Przecież ani fundacja, ani obowiązek płacenia do niego składek nie jest przewidziany w konstytucji czy ustawach.

Ponadto, według prezydenta, składki na recykling samochodów i sprzętu importowanego do Kazachstanu, które wcześniej trafiły na konto prywatnej firmy związanej z córką byłego prezydenta Aliją Nazarbajewą, będą teraz wpływać do budżetu państwa.

Wygląda na to, że rewolucja społeczna w Kazachstanie zakończyła się podziałem finansów i mienia należącego do klanu Nazarbajewa. Na zakończenie prezydent Tokajew oświadczył, że rosyjskie wojsko za dwa dni zacznie opuszczać Kazachstan i w ciągu 10 dni całkowicie wycofa się z kraju.

Autor: Krzysztof Wachowski, specjalnie dla WIG